
ks. mgr. Paweł Rej
Czy muzyka chrześcijańska traci coś, gdy opuszcza katedrę i trafia na scenę koncertową? A może właśnie wtedy zyskuje nowy wymiar? Te dwa miejsca – katedra i sala koncertowa – symbolizują różne światy. Katedra to przestrzeń liturgii, ciszy i modlitwy, sala koncertowa natomiast to przestrzeń kultury, dialogu i wspólnoty szerszej niż tylko religijna. A jednak muzyka chrześcijańska potrafi funkcjonować w obu i w obu spełniać swoją misję – łączyć.
Niezależnie od tego, czy jesteśmy ludźmi wierzącymi, czy nie, czy zgadzamy się z wartościami chrześcijańskimi, czy może im się sprzeciwiamy, jedno pozostaje pewne: nie sposób zrozumieć historii muzyki bez muzyki religijnej, sakralnej czy liturgicznej. Chrześcijaństwo miało na historię ogromny wpływ. Nie sposób szczegółowo omówić wszystkich epok historycznych, to pozostawmy innym rozważaniom, każdy jednak kto zajmuje się muzyką, doskonale wie, jak wielki był ten chrześcijaństwa na muzykę. W niniejszej pracy chciałbym raczej skupić się na tym, co współczesne, a co często umyka naszej świadomości: na tym, że muzyka chrześcijańska jest przede wszystkim sztuką łączenia.
Często używamy terminów „muzyka religijna”, „sakralna”, „kościelna” i „liturgiczna” zamiennie, jakby oznaczały to samo. Gdy jednak przyjrzymy się ich definicjom, zobaczymy, że różnice są istotne.
Muzyka religijna jest sztuką, która odnosi się w swej inspiracji do tematyki dotyczącej Boga, Jego objawiania się w świecie, bądź też różnych przejawów życia wspólnoty wierzących. Jej kluczowymi elementami są: inspiracja religijna, temat Boga, Objawienia, życie wspólnoty wierzących. Nie musi być używana w liturgii – może mieć charakter koncertowy, edukacyjny, artystyczny.
Muzyka kościelna pochodzi z chrześcijańskiego kręgu kulturowego i jest związana z życiem chrześcijańskich wspólnot wyznaniowych. Obejmuje muzykowanie w kontekście Kościoła (wspólnoty), może zawierać się w liturgii, nabożeństwach, ale także w wydarzeniach kościelnych poza ścisłym okresem liturgicznym. Związana kulturowo i wspólnotowo z chrześcijaństwem.
Muzyka sakralna obejmuje wszelkie kompozycje powstałe w ciągu wieków z przeznaczeniem do liturgii w Kościele. Inne opisy mówią, że muzyka sakralna to ta, która powstaje dla oddawania chwały Bogu oraz cechuje się świętością i doskonałością formy. W pewnych ujęciach termin „sakralna” może być używany szerzej – choć w dokumentach kościelnych najczęściej w znaczeniu repertuaru dla liturgii lub śpiewu kościoła.
Muzyką liturgiczną są kompozycje, które zgodnie z przepisami kościelnymi współtworzą święte obrzędy. W wypełnianiu funkcji znaku liturgicznego muzyka posługuje się różnymi formami, gatunkami i rodzajami, zarówno wokalnymi, wokalno-instrumentalnymi, jak i instrumentalnymi. Dodatkowo muzyka liturgiczna ma być zgodna z normami Kościoła (tekst, forma, repertuar), służyć modlitwie i uczestnictwu wiernych, wspierać liturgię i ją współtworzyć– nie być „oprawą muzyczną”.
Dla wielu ludzi różnice między tymi pojęciami się zacierają i wydaje się, że skoro utwór mówi o Bogu, to jest jednocześnie religijny, sakralny i liturgiczny. To jednak błąd.
Kościół jasno określił, czym jest muzyka liturgiczna. Instrukcja Musicam Sacram z 1967 roku wymienia jej podstawowe cechy.
Kiedy wchodzimy do kościoła, od razu zauważamy, że wkraczamy w inną sferę: ze świata profanum do świata sacrum. Oddziałują na nas wszystkie zmysły – wzrok, zapach, a także dźwięk. Muzyka ma to doświadczenie potęgować. Ważną myślą jest wypowiedź papieża Piusa XII w dokumencie Musicae Sacrae Disciplina: „Inne rodzaje sztuki: architektura, malarstwo czy rzeźba, przygotowują tylko godne miejsce świętym obrzędom, muzyka sakralna spełnia uprzywilejowaną rolę w samym sprawowaniu świętych ceremonii i obrzędów.” Muzyka współtworzy liturgię.
W tym miejscu rodzi się pytanie: czy potrzebujemy nowego języka muzycznego w pieśniach? Większość dzisiejszych utworów opiera się na prostych funkcjach dur-moll, regularnym czterogłosie i łatwym metrum. Dlaczego? Ponieważ muzyka ta ma przede wszystkim funkcję użytkową. Ma to swoje zalety – prostota zachęca do wspólnego śpiewu, a nowe pieśni są łatwe do przyswojenia. Ma jednak i wady – schematyczność, brak indywidualnego charakteru, czasem znużenie. Wielkim wyzwaniem jest stworzenie pieśni radosnej, prostej, a zarazem głębokiej, która porywa do uwielbienia całym sercem i ciałem. Tego, niestety, wciąż często brakuje.
Obok muzyki liturgicznej istnieje również muzyka chrześcijańska nieliturgiczna. Powstaje w stylach bliskich muzyce rozrywkowej i dlatego nie znajduje miejsca w liturgii, która wyklucza instrumenty typowo estradowe, takie jak perkusja, gitara elektryczna czy fortepian. Nie znaczy to jednak, że taka muzyka nie ma wartości. Przeciwnie – może odgrywać ogromną rolę poza liturgią oraz do liturgii doprowadzać.
Współczesna muzyka chrześcijańska jest bardzo zróżnicowana i rozwija się w wielu nurtach – od tych bliskich liturgii, po całkowicie koncertowe czy ewangelizacyjne. Oto główne nurty:
Warto pamiętać, że wiele nurtów współczesnej muzyki chrześcijańskiej, takich jak gospel czy praise & worship, wyrosło na gruncie protestanckim. Tam, gdzie nie ma Eucharystii w katolickim rozumieniu, muzyka stała się jednym z ważniejszych środków wyrażania wiary. Kazanie, modlitwa i muzyka to filary protestanckiego nabożeństwa. Nic dziwnego, że ta tradycja przeniknęła także do katolickich wspólnot. Współczesna muzyka chrześcijańska – zarówno CCM, czyli Contemporary Christian Music, jak i nurt worship – ma ogromny potencjał ewangelizacyjny. Łatwe melodie, powtarzalne formy, proste, pełne emocji teksty sprawiają, że dociera do ludzi, którzy nigdy nie postawiliby stopy w kościele.
Z perspektywy liturgii ani CCM, ani worship nie należą do muzyki liturgicznej, ponieważ nie spełniają wymogów określonych przez Kościół. Mają inną formę, inny język, korzystają z instrumentów wykluczonych z użytku liturgicznego. Jednak ich rola w Kościele jest ogromna. Można powiedzieć, że są „przedsionkiem liturgii”. Przygotowują serca wiernych do głębszego spotkania z Bogiem. Na koncertach uwielbienia, wieczorach modlitewnych czy rekolekcjach wspólnota uczy się wspólnego śpiewu, przełamuje bariery i odkrywa, że wiara może być wyrażana w formie żywej, bliskiej współczesnej kulturze. Dla wielu osób to pierwszy krok, który później owocuje świadomym uczestnictwem w liturgii.
Tak rozumiana muzyka chrześcijańska naprawdę spełnia swoją rolę łączenia. Łączy sacrum i kulturę popularną, wierzących i poszukujących, indywidualne doświadczenie modlitwy z doświadczeniem wspólnoty. Można powiedzieć, że między katedrą a salą koncertową rozciąga się most. Most, którego przęsła tworzy muzyka chrześcijańska – czasem liturgiczna, czasem koncertowa, czasem uwielbieniowa – ale zawsze taka, która łączy serca i prowadzi ku Bogu.
Czy muzyka chrześcijańska to rzeczywiście sztuka łączenia? Wydaje się, że tak – i to w sposób szczególny. Od samego początku chrześcijaństwa muzyka łączyła człowieka z Bogiem, a wspólnotę wierzących między sobą. W liturgii nie jest tylko dodatkiem, ale częścią samego obrzędu – znakiem, który buduje jedność zgromadzenia. W katedrze muzyka chrześcijańska łączy sacrum i codzienność, pomagając przejść z profanum do świata modlitwy. W sali koncertowej natomiast łączy wierzących i poszukujących, tych, którzy przyszli na koncert z wiarą, i tych, którzy przyszli po prostu posłuchać piękna.
Ta muzyka łączy też pokolenia – chorał gregoriański sprzed tysiąca lat nadal porusza serca, a współczesne pieśni uwielbienia przyciąga. Łączy tradycję i nowoczesność – msze i oratoria Mozarta wykonywane są obok utworów gospel czy praise & worship. Łączy wreszcie indywidualne przeżycie z doświadczeniem wspólnoty – każdy śpiewa inaczej, ale razem tworzymy jedno brzmienie.
W kontekście całej konferencji zatytułowanej „Sztuka w dobie kryzysu” warto zauważyć, że muzyka chrześcijańska ma moc przezwyciężania podziałów i kryzysów. W świecie, w którym sztuka często bywa rozbita między elitarnością, a kulturą masową, ona pokazuje, że można łączyć piękno artystyczne z prostotą i dostępnością. W świecie kryzysu wartości i relacji międzyludzkich muzyka chrześcijańska buduje wspólnotę i otwiera na transcendencję. W świecie kryzysu sensu i nadziei przypomina, że muzyka nie jest tylko rozrywką, ale może prowadzić do spotkania z Tym, który nadaje życiu sens.
Można więc powiedzieć, że muzyka chrześcijańska odpowiada na kryzys właśnie poprzez łączenie. Łączy człowieka z Bogiem, ludzi między sobą, sztukę z modlitwą, katedrę z salą koncertową. A to czyni z niej wyjątkowy znak nadziei – sztukę, która nie dzieli, ale jednoczy.
Czy muzyka chrześcijańska to sztuka łączenia? Tak. Łączy katedrę i salę koncertową. Łączy tradycję i nowoczesność. Łączy wierzących i poszukujących. Łączy sztukę i modlitwę. W dobie kryzysu, gdy sztuka często dzieli zamiast jednoczyć, muzyka chrześcijańska pokazuje, że piękno może być mostem. Mostem, który prowadzi z codzienności ku sacrum, z samotności ku wspólnocie, z chaosu ku harmonii. Dlatego właśnie między katedrą a salą koncertową rozciąga się droga, którą buduje muzyka – sztuka, która nie tylko zachwyca, ale także daje nadzieję i prowadzi ku relacji z Bogiem i drugim człowiekiem.

